środa, 9 listopada 2011

już wiem co posieję na wiosnę w ogrodzie...




...w zasadzie nie ja tylko moja mama, ale ładnie ją poproszę, o dynię!

Nie pamiętam, abym jadła wcześniej dynie, aż do pięknego miesiąca października (no i listopada)..
Zawsze przerażała mnie wielkość dyń sprzedawanych w sklepach i myśl, że kupując taką będę ją jadła przez kilka długich dyniowych miesięcy..


Teraz właściwie to chyba bym mogła :)
Tak jak dynia sama w sobie nie jest niczym nadzwyczajnym (prócz pięknego soczystego koloru puree, w który wgapiałam się wczoraj przez jakieś pół godziny - ba, dobrze że nie położyłam jej na środku pokoju, jak to mam zwyczaj robić z rzeczami, w których aktualne się kocham), tak jako dodatek potrafi zrobić swoje.
Pierwsza połówka najmniejszej dyni jaką udało mi się znaleźć w sklepie wylądowała w kary, jednak po mych modyfikacjach powstała bardziej gęsta zupa rybna z warzywami (bardzo smaczna!) niż "curry z dynią i rybą", ale żeby nie było - dyni nie pominęłam! (ale tu rozpisywać się nie będę, sory...)
Druga połówka wylądowała wczorajszego popołudnia w babeczkach, i... i... i... i brak mi w tym miejscu słów...
"Mufinny dyniowe z korzennym cukrem" to najsmaczniejsze babeczki jakie kiedykolwiek zrobiłam (no cóż, nie jestem mufiniarą, (ALE TO WSZYSTKO PRZEZ TEN CHOLERNY PIEKARNIK!) ale parę razy je robiłam, żeby nie było!). I tak jak do tej pory aby zjeść fajnego mufina musiałam iść do Muffiniarni, tak teraz już nie! (Pani Kasiu, i tak będę Panią odwiedzać).
Nie wiem czy to za sprawą dyni czy innych (raczej standardowych) składników, ale w niebo wzięta byłam i to z całą pewnością. Oczywiście moje składniki nieco różniły się od podanych w przepisie (a może dlatego wyszły takie dobre?!) bo dyni było prawie o połowę mniej, masło nie do końca było masłem, rum był likierem cytrynowym i pomarańczowym, a rodzynek było ze dwa razy więcej, nie wspominając o przyprawach korzennych, które zamieniły się magicznie w cynamon i imbir...
Rozpisywać o nich też się nie będę, ale tak czy siak, ich wilgotny i mięsisty środek to to, czego oczekuje od domowych muffinek!

I teraz już nie boję się tych dużych (wręcz oczyma wyobraźni buszuję po tesco w poszukiwaniu największej!) i obmyślam plan jak zatargać taką do domu. I nawet jeśli będą ją musiała turlać po chodniku, między dziurami i psimi kupami, to i tak kupię dużą, ba, wielgachną, największą, najwielgachniejszą! i pogrążę się w dyniowym świecie, jeszcze bardziej będę kochać mój ukochany dyniowy sweter - tak, dyniowy! bo jak się tak mu przyjrzałam to on wcale nie jest pomarańczowy, ale puree-owo dyniowy!, poszukam farby w kolorze dyniowym (żółte ściany już mi się nie podobają, chcę dyniowe!) i posieję dynię w ogrodzie! (nie ja tylko moja mama, rzecz jasna). Moje życie w końcu nabrało koloru - dyniowegoooo ...

ps.1. 150 g cukru sprawia, że babeczki są bardzo słodkie (choć możliwe, że było to za sprawą dużej ilości likierowych rodzynek?) dla mnie aż za bardzo, następnym razem dodam mniej (również rodzynek, a likiery zastąpię mniej słodkim alkoholem);

ps.2. z przepisu wyszło sztuk 12;

ps.3. powoli przygotowuję się do świąt - patrz papierek :).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...