niedziela, 25 marca 2012

Gdy myślisz, że umierasz – czyli wujek G dobry na wszystko!


Zdarzyło Wam się, źle czuć, tak źle, że myślałyście że umieracie?
Bo mnie wczoraj tak.
Czy zdarzyło Wam się mieć atak prawdziwej migreny, nie mocny ból głowy, ale prawdziwą migrenę?
Bo zdaje się, że mnie wczoraj tak.

No właśnie. Wczoraj był ten dzień, dzień prawdziwej migreny, mój pierwszy, niemal dziewiczy raz, gdy myślałam że umieram..

Kilka razy w życiu moja głowa chciała eksplodować, kilka razy w życiu mruganie, oddychanie, mówienie było nie możliwe bo ma głowa ewidentnie bolała i chciała eksplodować, ale nigdy nie myślałam, że właśnie umieram..

 Ale od początku. Zrobiłam pyszny obiad, siadamy jeść i się zaczyna.

Objaw pierwszy: oczy.
Od razu czuć że coś jest nie tak. Mój objaw polegał na, yyy, jak by tu go opisać?... na ograniczeniu pola widzenia, czy jakoś tak. Nawet nie na ograniczeniu, a pojawieniu się pewnych dziur w polu widzenia. Siedzę sobie, prostuję w bok lewą rękę (na wysokość barku) i powoli przesuwam ją do przodu. Nie trzeba mieć głowy skierowanej w bok, żeby widzieć (patrząc na wprost) „kątem oka”, że nasze ręka się przesuwa. A u mnie nic. Przez chwilę widzę ruch ręki, za chwile ona znika, znów widzę, znów nie. Rękę dobrze i wyraźnie widzę dopiero, gdy mam ją na wprost oczu. W mym polu widzenia pojawiły się dziury, w których nie widziałam ruszającej się ręki.
Moja reakcja: „Kochanie, coś dzieje się z moimi oczami, coś źle widzę. Mmm, pyszny obiad zrobiłam. Może mi zaraz przejdzie.” Nie przeszło.

Objaw drugi: ręka.
Po skonsumowaniu posiłku i krótkim odpoczynku, zasiadłam przed laptopa. Mój mężczyzna wybył z domu i zostałam sama. Oczy wciąż nie dawały mi spokoju.
Po ok. 20-30 minutach, od pojawienia się pierwszego objawu, pojawił się drugi.
Moja lewa ręka zdrętwiała (od palców do łokcia). Mogłam ruszać palcami, ale całkowicie straciłam w nich czucie. I tu się pojawiła myśl: „CO SIĘ DZIEJE?!” I zaczęłam się niepokoić. W miedzy czasie powoli zaczynał się ból głowy, ale w tym momencie wydawał się najmniej istotnym zmartwieniem.

Objaw trzeci: twarz.
Kilkanaście sekund później zdrętwiała mi twarz, dokładniej jej dolna część – broda i okolice ust. I tu pojawiła się pierwsza myśl: „Dzwonić do D., czy na pogotowie?”

Objaw czwarty: język.
Kilka sekund później pojawiło się drętwienie, mrowienie i kłucie języka. I w tym momencie pojawiła się myśl: „..umieram..”. Naprawdę się przestraszyłam. „Zaraz zemdleję? Wylew? Zawał? Udar?” Nie wiem czemu na myśl przychodziły mi same choroby wieku, powiedzmy lekko podstarzałego :)
Moje samopoczucie było delikatnie mówiąc kiepskie, mózg coraz bardziej bolą, moje ciało zaczynało drętwieć, a mnie ogarniała panika.
Na telefonie wybrałam nr do D., żeby zdążyć zadzwonić jakby co…

Na szczęście wujek GOOGLE uratował mi życie!



Laptop był cały czas włączony, więc szybko jedna ręką (bo druga mi wciąż nie działała!) wpisałam „drętwienie części ciała”, oczywiście nic (dziwnie by było znaleźć jakieś schorzenie pod tak konkretnym hasłem:). Następnie: „drętwienie ręki, twarzy i mrowienie języka”. BINGO! COŚ SIĘ ZNALAZŁO! „Migrena? Że hy? Toż to ja nigdy migreny nie miałam! Uf, przynajmniej nie umrę”…
Tylko co dalej? „Może jakąś tabletkę wezmę?” Dylemat: zwykłą przeciwbólową czy magiczną, która pomaga na wszelkie bóle? „Niech będzie zwykła”. Wzięłam tabletkę, położyłam się i od razu zasnęłam. Obudził mnie po 4 godzinach mój mężczyzna, który wrócił do domu.
Jak się czułam? Zdecydowanie lepiej, wszystkie części ciała działały już jak trzeba, z wyjątkiem głowy oczywiście. Uczucie ciężkiego mózgu i tępy ból towarzyszyły mi do końca dnia. Nie było mowy o jakiś gwałtownych ruchach głowy, schylaniu się, śmianiu czy głośnych dźwiękach.
Dzisiejszego poranka – dzień po ataku, wciąż odczuwam „dyskomfort” w mej głowie, ale wiem, że jeszcze nie umieram:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...