sobota, 19 maja 2012

Z cyklu Fabryka Przyjemności - Prawie jak w sadzie!



Sobotę mamy, więc czas zafundować sobie nieco frywolności :D
Jakimś specjalnym piwoszem nie jestem, choć dobrym, mocno schłodzonym piwem nie pogardzę :)
Najbardziej lubię piwa smakowe, najbardziej jabłkowe, a oto moje nowe ulubione:


Właściwie jak sam opis mówi, jest to napój piwny - połączenie piwa i napoju o smaku jabłkowym.
Skład widoczny poniżej, ale kogo on obchodzi ;)
A TU strona producenta.


Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to najlepsze 'piwo' jakie ostatnio piłam.
Jego największa zaleta to właśnie jabłkowy smak - bardzo naturalny, nie chemiczny, nie słodki ani sztuczny. Jabłka czuć wyraźnie, smak piwa delikatnie. Według mnie smakuje jak bardzo wysokiej jakości sok jabłkowy, z domieszką piwa oczywiście :) Najlepsze mocno słodzone w upalny dzień.

Ceny niestety nie pamiętam, chyba 3,99 w Realu, za 400 ml.

I na pewno po niego jeszcze sięgnę!


Do wczoraj żyłam w przekonaniu, że w sierpniu na dłuższy czas wyjeżdżam zagramanice.
Do wczoraj, bo wczoraj dowiedziałam się, że najprawdopodobniej jadę za 2 tygodnie...
Jeszcze kilka dni temu mówiłam do mojego mężczyzny, że do końca maja robię sobie luzik, a od czerwca na spokojnie zamykam wszystkie sprawy w PL i załatwiam sprawy związane w wyjazdem.
I teraz mam niecałe 2 tygodnie na załatwienie wszystkich spraw, a nazbierało się ich trochę..
Najbardziej jest mi przykro, że nie pójdę na mecz, nie pojadę na Openera, ani nie załatwię spraw zdrowotnych.. Ale są i plusy - im szybciej wyjadę, tym szybciej wrócę! ;)


Na pocieszenie i odstresowanie po wczorajszych zmianach planów - bukiet goździków, i w zasadzie nic więcej mi nie trzeba ;)
No prawie nic, bo wczoraj poszliśmy po dokładkę arbuza - 2,19 zł za kilogram kusi jak jasna cholewa!
No! I teraz to już na pewno nic do szczęścia nie potrzeba! ;)

czwartek, 17 maja 2012

wstrzymaj oddech i pchaj się dalej..


Zakupy kosmetyczne raczej nie należą do mych ulubionych. W zasadzie średnio lubię chodzić na zakupy. No chyba że do sklepów spożywczych, zwłaszcza z żywnością "świata" :D
Kilka dni temu, zmuszona rosnącą liczbą pustych opakowań w mej łazience, wybrałam się do Rossmanna. A że pora była mocno popołudniowa, kobitek sporo tam było.
Poobijałam się chwile o mniej lub bardziej spocone panie i kilka w tym całym tłumie nawet podeptałam (wszystkie przeprosiłam!).. I sama siebie spytałam - jak w takim ścisku mam coś kupić? Jak mam "na spokojnie" poczytać sobie etykiety, powąchać, pomacać, o zastanowieniu się nie mówiąc.. Uderzyłam koszykiem w głowę małą dziewczynkę (całkowicie przypadkiem!), sapnęłam parę razy i wyszłam.

Poszłam do Leclerca. A tam: nikt nikogo nie pcha, totalny luzik między kosmetycznymi półkami - pusto, cicho i swobodnie! Nikogo do podeptania, nikogo do poprzeklinania, tylko jeszcze ławeczki brak bym mogła sobie na siedząca wszystkie te etykiety poczytać ;).
I do tego wybór - zdecydowanie większy niż w tym malusieńkim Rossmannku.
Zdecydowanie wolę zakupy kosmetyczne robić w hipermarketach..


Ale do rzeczy. Kupiłam:
- Neutrogene, balsam, a właściwie emulsję nawilżającą do ciała. W końcu skończyłam balsam z Garniera (którego miałam już po dziurki w nosie!) i kupiłam ten. Miałam kiedyś balsam, czy tam emulsję do ciała z N., ale chyba inną - w innym opakowaniu (no w końcu co chwile coś zmieniają ;) i byłam z niej bardzo zadowolona;

- skończył się również płyn z Ziaji do demakijażu i wybrałam tym razem Eveline, chyba jakaś nowość? Fresh&Soft - płyn micelarny do skóry wrażliwej, według zapewnień producenta istne cudo ;)

- złuszczający peeling enzymatyczny z Lirene - nie miałam go nigdy więc z chęcią wypróbuje;

- antyperspirant w kuleczce z Sorayi, Fresh który za bardzo nie jest fresz, no ale cóż - na pewno jest najbardziej orzeźwiający ze wszystkich, które wąchałam;

- i na koniec regenerujący kram na noc Garnier - podstawa pielęgnacji, debiut w mojej łazience 
(chyba jakaś wyprzedaż bo kosztował kilka zł!);

To było kilka dni temu. Dziś miałam niezły maraton po mieście, i między jednym a drugim miejscem zahaczałam o apteki w poszukiwaniu kremu z wysokim filtrem, co by me blade lico przypadkiem nadmiernie się nie zarumieniło ;)

No i kupiłam emulsje Avene z filtrem 50, 50 ml (z pąpeczką! :), w promocyjnym zestawie z wodą termalną 150 ml i Biodermę, 500 ml w cenie 250 ml - wiecie, tak na zapas ;)
Dla zainteresowanych Biodermą wrocławianek - w aptece w Galerii Dominikańskiej jest promocja -
500 ml kosztuje 46 zł.


Przejrzę co słychać w internetowym świecie i idę odpocząć, a właściwie oddać się mojej chorobie, czyli arbuzomani, bo padam na ryjek!


poniedziałek, 14 maja 2012

piękny dzień!


W sobotę był u mnie kurier, nie wiedzieć po co, czemu i dlaczego, bo niczego ostatnie nie zamawiałam.
Więc zadzwoniłam dziś do niego, że chyba coś dla mnie ma. Przyjechał, wręczył mi kopertę, a w niej:


4 bilety na Euro :)

Piękny dziś miałam dzień :)

niedziela, 13 maja 2012

Majówka cz.5 - małe co nieco..


Czyli zakupy :)

Jeśli mam coś kupić w mieście moich rodziców, coś co równie dobrze mogę dostać we Wrocławiu, nie kupuję tego, bo każdy zbędny kilogram powoduje, że nie chce mi się później targać i tak już ciężkich toreb. No chyba, że są to rzeczy niecierpiące zwłoki, wyjątkowe lub po prostu nie mogę się im oprzeć :)

Tak jak:
- poczwórne cienie Revlon - we Wrocławiu zupełnie nie po drodze mi do Pepco, a jak już tam się znajdę, nic ciekawego nie zastaję. Więc gdy przechodziłam z mamą obok Pepco musiałam wejść. No i zobaczyłam cienie, w mych ulubionych barwach, bez dłuższego namysłu wrzuciłam do koszyka!

- peeling Aromanice - również z Pepco, nie znam tej firmy, ale obok połączenia
mandarynki i mango nie mogłam przejść obojętnie! A do tego cena: 4,99 zł za 130 ml!

- żel pod prysznic Fa NutriSkin - sklep z niemieckimi rzeczami :) przechodząc obok na witrynie zauważyłam kartkę "PROMOCJA! Żele Fa 6 zł", więc weszłam, powąchałam i kupiłam :)


A że obok Pepco jest Aldik, nie mogłam przejść obojętnie i musiałam wejść po najlepszą czekoladę świata! Oczywiście miałam zostawić ją sobie na jakiś kiepski dzień, by szybko i bezboleśnie poprawić sobie humor, ale nie przetrwała nawet 2 dni!


A że obok Pepco i Aldika jest sklep Textil Market, czy jakoś tak, wejść musiałam, bo przecież nigdy tam nie byłam! No i kupiłam japonki :) (za którymi, nota bene, poszłam do Pepco).
Chyba jest to też jakiś outlet, bo japonki są firmy HD.


Potrzebowałam też jakiś sandałów do biegania po podwórku i skończyło się na Deichmannie. 
Mimo, że obiecałam sobie, że już nigdy tam butów nie kupię, z braku laku uległam..
Nie jest to szczyt finezji i piękna, ale do piaskownicy wystarczą ;)


Chyba na wyjazdy muszę brać jednak większą torbę a nie 2 małe torebki bo ledwo wszystko na raz zabrałam ;)
I tak weekend majowy (a właściwie w moim przypadku prawie 2 tygodnie :) minął bardzo przyjemnie!

Majówka cz.4 - za wysoko


Gdybym tylko  nie miała lęku wysokości, mogłabym mieć taki widok z okna:


A tak, najlepsza dla mnie wysokość, to max 2 piętro :)

Majówka cz.3 - pokarm


Niby po świętach człowiek tyje. Niby obżera się do granic możliwości i później ledwo chodzi.
No to u mnie tak na święta nie było, ale za to w weekend majowy - o tak!
Objadłam się pysznych matczynych wypieków:


opiłam truskawkowych koktajli:


utwierdziłam w przekonaniu, że alkohol to zło!
Ale jeśli kiedyś się od czegoś uzależnię, będzie to na pewno Bacardi!


I uwaga, uwaga! Pierwszy raz zrobiłam ciasto drożdżowe! Z ciasta na chałkę, o TEGO.
Z truskawkami i rabarbarem. Nie tak pyszne jak babcine, ale i tak całkiem niezłe :)


I rzecz jasna grzanki! W hurtowych ilościach!
Tylko nie wiem czemu masło, którym smarowałam grzankę, w magiczny sposób wypływało na dżem..


Majówka cz.2 - kolor wiosny


Czyli żółty!
Nie mogę przestać zachwycać się mleczami!
Przez ostatnie dni chodziłam i mówiłam do mamy: No popatrz jakie ładne! No popatrz!
A ona na to: No daj mi już spokój, to przecież tylko mlecze!


Oprócz mleczy oczywiście rzepak, do którego też zawsze wzdycham!


I nie żółte, lecz białe ale oczywiście ulubione kwiaty wiosny, konwalie.
Ulubione do póki nie pojawią się piwonie ;)


Ps. W temacie natury - zabiłam pierwszego tegorocznego komara!

Majówkowa cz.1 - podróż..


A miało być tak pięknie..
 Miały być Mazury, miał być pusty, darmowy domek w Mrągowie, miał być długi weekend majowy..
No i niestety, jak się okazało, dla większości nie był on wcale długi, dla większości nie był on do końca wolny, i z planów nici zostały..

No ale przecież nie będę w domu siedziała więc się gdzieś wybrałam ;)
I o to mały cykl fotorelacyjny :)

Właściwie nie wiem czemu, ale zazwyczaj jadąc do rodziców nie biorę jednej większej torby i małej podręcznej torebki, tylko duuużą torebkę i małą torbę. Właściwie, torebka jest większa niż torba!


Teraz powinien pojawić się post: Co jest w mojej torebce :) Wszystko! Począwszy od surowego ciasta francuskiego, poprzez rajstopy, a na pokarmie z dworcowej biedronki skończywszy!


 Nie lubię jeździć autobusami komunikacji międzymiastowej.
No chyba, że PolskimBusem - gdzie jest tylko i wyłącznie pierwsza klasa!


Jeśli już mam jechać, to najlepiej po południu w bezchmurny dzień, gdy załapię się na zachód słońca i widoki, które znam już na pamięć ;)

sobota, 12 maja 2012

Ulubione miejsce...


Jako iż pogoda za oknem iście jesienna, na poprawę humoru postanowiłam przejrzeć zdjęcia z folderu zatytułowanego " oł je ". Tak, mam folder o nazwie oł je, gdzie znajdują się ulubione zdjęcia z ulubionych miejsc, dni, wakacji itd. Tam wygrzebałam zdjęcia z mojego ulubionego miejsca.
Na każdą porę dnia i nocy, na każdą porę roku (zwłaszcza taką jak dziś), na każdą okazję,


Falanster to kawiarnia, księgarnia, sklep fair trade, galeria.
To również miejsce Kuchni Społecznej - gotujesz wegańską potrawę, przynosisz, zwracają ci koszty przygotowania potrawy, płacisz 10 zł i jeszcze ile chcesz ze wszystkich przyniesionych potraw. Jeśli nie masz smykałki jak inne kucharki - płacisz 10 złociszy i po prostu wcinasz.
Zebrane pieniądze idą na szczytny cel.
A za sprawą organizowanego cyklicznie Ekobazaru można zaopatrzyć się w zdrową, ekologiczną i regionalną żywność (trochę tu wtedy ciasno i za wiele rzeczy się tu nie zmieści ale i tak można coś dobrego kupić!).


Jest to moja ulubiona wrocławska klubokawiarnia.
Chodź muszę dodać, że ich gorąca czekolada mi nie smakuje :(
ale co tam, nie samą czekoladą człowiek żyje!


Warto odwiedzić!
Falanster, ul. św. Antoniego 23, Wrocław

piątek, 11 maja 2012

bo przecież juto zaczyna się weekend..


.. i pogoda musi się popsuć..


Jak przejść ze stopni 30 na 10 ?!

poniedziałek, 7 maja 2012

one more time


Czy też tak macie, że pewna rzecz (dokładnie kosmetyk) Wam się wydaje jakaś nie taka, średnio odpowiada i odkładacie ją w szary kąt? Po czym pewnego dnia, zupełnie przypadkiem, sięgacie po nią i olśniewa Was od pierwszego (w zasadzie kolejnego) wejrzenia?
Mi się tak zdarza i zdarzyło ostatnio. Odkryłam ponownie szminkę Color Sensational Maybelline, w kolorze 150 Stellar Pink.


Opis producenta:
"Dla kogo?
Dla kobiet ceniących przede wszystkim kolor
Działanie
• Szminka zapewnia nieznany dotąd w Maybelline poziom pełnego pokrycia koloru
• Witamina E znana z wartości przeciwutleniających, aby chronić usta
• Color Sensational oferuje najbardziej luksusowy i czysty kolor,którym zabłyśniesz wszędzie, gdzie się pojawisz!

Efekt
Kolor podkreślający osobowość kobiety"


Opakowanie bardzo fajne, ciemno różowo-czerwony, prześwitujący plastik całkiem gruby i solidny. Dolna część tworzy srebrną małą stopkę. Z boku naklejony krótki opis, na dole kolor.
Góra opakowania jest płaska, dzięki czemu pomadka może stać do góry nogami.

Po ustach rozprowadza się dobrze, jednak w ostatnie ciepłe dni robiła się dosyć miękka, a jej konsystencja lekko grudkowa. Nie zbiera się w załamaniach i ma lekki "szminkowy" zapach.

Na ustach prezentuje się nieco bardziej różowo niż na zdjęciach, powiedziałabym że mocno podkreśla mój naturalny kolor ust. Ma dosyć mocno perłowe wykończenie.


Niestety trwała nie jest. Nie ma mowy by przetrwała jedzenie czy picie.


Nie wysusza ust, ale moim zdaniem specjalnie nie nawilża. Lepiej się w niej czuję gdy pod nią nałożę pomadkę ochronną nawilżającą usta.

Cena ok 22 zł i nie kupiłabym jej ponownie.

piątek, 4 maja 2012


No dopsz, niech tak też się stanie...
Funkcja komentarzy zostaje ponownie włączona.
Tylko proszę mi się grzecznie zachowywać, żebym nie musiała się za Was wstydzić ;)


wtorek, 1 maja 2012

"Warzywniak" jakich mało..


I niech Was nazwa nie zmyli, bo wcale nie o warzywa tu chodzi:


Galeria Warzywniak, to pracownia ceramiki i szkła.


Wszystkie przedmioty, które możemy tu znaleźć, wypiekane, wypalane, formowane itd, są na miejscu:


 

 A co tu znaleźć możemy?
Misy, kubki, szklanki, ozdoby i przede wszystkim biżuterię!

 

Wszystkie przedmioty ręcznie robione.


Z rąk mych nie mogłam wypuścić kolczyków:


I bransoletki z odzysku, w której się zakochałam:


A do niej, jak by ktoś chciał, naszyjnik :)


Jeśli szukacie ciekawej, ręcznie robionej, niepowtarzalnej biżuterii, Galeria Warzywniak to miejsce idealne.
Polecam serdecznie!


Galeria Warzywniak, róg ul. Rydygiera i Jagiellończyka, Wrocław.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...