sobota, 21 lipca 2012

Specjalną fanką balsamów nie jestem, właściwie jest to jeden z tych kosmetyków, bez których mój świat byłby zdecydowanie prostszy i przyjemniejszy.
Ale oczywiście na mej łazienkowej półce zawsze gości jakiś balsam i od czasu do czasu,  niemalże zmuszając się, sięgam po niego, aby po dłuuugich miesiącach w końcu go zużyć :)

Ale do rzeczy.
 Dziś chciałabym pokazać Wam produkt, który niemalże przewrócił mój antybalsamowy świat do góry nogami ;)
A mowa o: LANCOME Nutrix Royal Body, Intense restoring lipid-enriched lotion
(nazwa tak krótka i zwięzła, że pewnie jakąś literkę pominęłam :)


Opisu producenta nie znam, więc zamieszczam opis produktu ze strony Stylista.pl:
Intensywnie odżywia przesuszoną skórę pomagając jej odzyskać jędrność i gładkość. Natychmiast przynosi ulgę napiętej skórze oraz przeciwdziała uczuciu nieprzyjemnej szorstkości spowodowanej nadmierną utratą wody. Lekka formuła balsamu sprawia, że bardzo szybko się wchłania pozostawiając skórę dogłębnie nawilżoną i jedwabiście miękką. Zawartość lipidów wyraźnie poprawia elastyczność i barierę ochronną skóry. Lotion przeznaczony jest do pielęgnacji skóry suchej.


Pokochałam ten balsam od pierwszego użycia! (ale nie ma miłości bez nienawiści, czy jakoś tak, o czym będzie za chwilę :)
Jego konsystencja jest bardzo lekka, przyjemna, ani za rzadka ani za gęsta, doskonale się rozprowadza i jednocześnie jest bardzo wydajny.
Kolejna sprawa, wchłania się błyskawicznie!
Jednym z powodów przez które nie znoszę używać balsamów jest klejąca warstewka jaką otrzymujemy na kilka, jeśli nie kilkanaście lub kilkadziesiąt minut po nałożeniu produktu na skórę - nie znoszę tego!
I wszystkie balsamy które do tej pory używałam, w mniejszym lub większym stopniu pozostawiały skórę lekko klejąca. Przez to też praktycznie nigdy nie używam balsamów rano - nie wyobrażam sobie nałożenia ciuchów na wybalsamowana skórę!
Ale z tym produktem nie ma takiego problemu! Wchłania się natychmiast! W zasadzie ciężko mówić o wchłanianiu, bo gdy nakładamy go na skórę praktycznie go nie widać! Nie pozostawia kompletnie żadnej warstwy, tłustej, klejącej czy nie wiem jakiej, za to sprawia, że skóra natychmiast jest gładka, miękka i bardzo przyjemna w dotyku!
Nawilża moją skórę i wydaje mi się, że wpłyną na jej jędrność - moja skóra już dawno nie jest skórą nastolatki i zaczyna tracić jędrność. Widoczne jest to głównie nad kolanami (tudzież ja widzę to głownie nad kolanami, na pośladki, uda i inne części tak często nie patrzę ;), gdzie skóra zaczyna powoli obwisać.. Balsam przez jakieś 2-3 miesiące stosowałam regularnie na prawą nogę (tak, tylko na prawą - tak już mam, że dwie strony ciała staram się smarować innymi rzeczami aby zobaczyć efekt ;) i skóra nad kolanem wygląda zdecydowanie lepiej niż nad lewym kolanem.
Oczywiście nie wiem czy jest to zasługa balsamu, natury, grawitacji, czy większej predyspozycji ruchowej prawej kończyny, ale po prostu tak jest..


No to przejdźmy teraz do nienawiści...
Pierwszy aspekt to zapach. Jest to produkt bardzo, bardzooo mocno pachnący.
Po nałożeniu na skórę czujemy dosyć intensywny, perfumowo-kremowy zapach, jak dla mnie zaskakująco przyjemny - nie lubię intensywnie pachnących balsamów, zwłaszcza z nutą perfum, a ten pachnie na prawdę ładnie, a co chyba ważne dla miłośników pachnącej skóry - utrzymuje się według mnie długo, bo jakieś 3-4 godziny. Po tym czasie nuta perfum znika i zostaje delikatnie, bardzo przyjemny zapach kremowy. I co również ważne, zapach nie ulatnia się z opakowania w miarę upływu czasu.
 Jednym słowem - zapach bardzo fajny.
Ale..
Ze względu na intensywny zapach nie wyobrażam sobie nałożenia tego produktu na całe ciało, co zazwyczaj czynię balsamując moja skórę. Parę razy to uczyniłam i czułam się jak chodząca drogeria, jak dla mnie nic przyjemnego! Może to być dobra alternatywa dla perfum, ale chyba nikt nie perfumuje sobie całego ciała!
Najgorsza w tym wszystkim jest cena, w polskich sklepach, głównie chyba internetowych,
to ok 190 zł za 200 ml..
Powiem tylko, że jest to cena dla mnie delikatnie mówiąc zatrważająca i przez nią niestety nie wrócę do tego produktu..
Jeśli zdecydujecie się na wypróbowanie tego produktu, a niestety uważam że warto, poszukajcie go na promocjach na internetowych portach, na lotniskach, czy zagranicą jak ja uczyniłam, a na pewno uda Wam się kupić go taniej...
I tem radosnym akcentem żegnam się z Wami i życzę miłego weekendu! :)

10 komentarzy:

  1. też u siebie widzę skutki grawitacji :(

    OdpowiedzUsuń
  2. lubię balsamy ale nie szaleję jesli chodzi o ich cenę, zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy12:06

    nawet za super skuteczny balsam bym tyle nie dała!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko piękne, tylko cena :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo nie lubię natarczywie pachnących zapachów, no nie da się wytrzymać czasem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam z zapartym tchem do momentu, w którym zabiła mnie cena... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cena faktycznie odstrasza :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam kosmetyki a u ciebie jest ich pełno.

    ...
    Organizuję konkurs w którym nagrodami są ciuszki projektowane przez mnie samą
    http://www.zapalov.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. nie znałam wcześniej tego produktu, bardzo mnie zaciekawił :) szkoda tylko że cena taka wysoka :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...