piątek, 23 listopada 2012

Hello my pretty boy!


I bynajmniej nie o Chłopcu dziś będzie, ale o kremie, którego darzę równie namiętną miłością! (wybacz Chłopcze!)

Neutrogena (bo o niej dziś będzie mowa) jest firmą, która wzbudza we mnie raczej pozytywne emocje, dlatego regularnie ochoczo po nią sięgam. Oczywiście, zdarzają się buble, dzięki którym mam chwile zwątpienia, ale cały czas dziwię się, dlaczego w polskich drogeriach (bo w norweskich Neutrogena nie funkcjonuje) jest naprawdę niewielki wybór produktów tej firmy.
Z chęcią wypróbowałabym niemalże wszystko z naprawdę bogatego asortymentu, z rynku chociażby amerykańskiego (patrzcie i płaczcie! strona producenta)

Jakieś 3 lata temu sięgnęłam po krem Ultimate Moisture z linii Norwegian Formula i przepadłam!


Według producenta krem jest przeznaczony na okres zimowy, z czym nie do końca się zgadzam, ale o tym za chwilę.
Dla lepszego zobrazowania zamieszczam zdjęcie opakowania.
Od razu widać napis "Krem na zimę", "Pielęgnacja i ochrona", a dodatkowe śnieżynki w tle nie pozostawiają złudzeń, o jakiej porze roku powinniśmy używać kremu :)


Źródło.

Opis działania (źródło):
Zapewnia ochronę, nawilżenie i pielęgnację skóry narażonej na niekorzystne działanie zimowych warunków klimatycznych (suche powietrze, mróz, wiatr, słońce). Zapobiega skutkom "zimowej cery" (przesuszona, zaczerwieniona, podrażniona, łuszcząca się). Krem zapewnia natychmiastowe i długotrwałe uczucie komfortu oraz ochronę przeciwsłoneczną (SPF 15) i co ważne, nie pozostawia tłustego filmu. Doskonale chroni podczas uprawiania sportów zimowych. Stworzona we współpracy z dermatologami formuła stopniowo uwalnia Aktywną Soję. Opatentowana technologia jest oparta na bazie soi, naturalnym składniku doskonale znanym z właściwości odżywczych. Dzięki zawartości gliceryny skóra jest odpowiednio nawilżona i zabezpieczona. Niekomedogenny - nie powoduje zatykania porów.


I skład (źródło):
Aqua, ethylhexyl Methoxycinnamate, Glycerin, C12-15 Alkyl Benzoate, Cetearyl Alcohol, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Mica, Diemthicone, Ethylhexyl Salicylate, Arachidyl Alcohol, Glycine Soja Extract, Phenyl Trimethicone, Copper Gluconate, Lactoferrin, Magnesium Aspartate, Panthenol, Zinc Gluconate, Silica, Behenyl Alcohol, Arachidyl Glucoside, C13-14 Isoparaffin, Cetearyl Glucoside, p-Anisic Acid, Laureth-7, Polyacrylamide, Steareth-2, Steareth-21, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, BHT, Chlorhexidine, Digluconate, Chlorphenesin, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Etylparaben, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, CI 77891.


Opakowanie jest znośne. Prosta plastikowa tubka (którą łatwo można przekroić na potrzeby wydostania resztek kremu metodą "na paluchowego grzebacza") stoi na "głowie" więc krem zawsze jest u wyjścia. Mała dziurka wypluwa odpowiednia ilość kosmetyku. Szata graficzna specjalnie nie powala, ale za to opakowanie jest bardzo lekkie i zajmuje niewiele miejsca (co, w momencie wprowadzenia przez Wizzair dodatkowych opłat za bagaż podręczny, stało się dla mnie priorytetem podczas wyboru podróżnych kosmetyków!). Chociaż przyznać muszę, że mała "powierzchnia stojąca" nakrętki, oraz jej zaokrąglone brzegi powodują, że tubka stoi bardzo niestabilnie i byle kichnięcie powoduje jej przewrócenie ;)
Wspomnę też, że rodzaj wykorzystanego plastiku pozwala na orientacyjne podejrzenie pod światło ile produkty zostało w tubce.

 Na moją mieszaną i zwariowaną skórę (tłusta strefa T, lekko przesuszone policzki, regularny wysyp krostek niewiadomego pochodzenia) działa idealnie (producent zaleca stosować na skórę suchą).
Konsystencja jest lekka, kremowa, nie tłusta - czego można by się spodziewać po kremie "na zimę", ale nie ultralekka, tak zwana idealna. Rozsmarowuje się na cerze bardzo przyjemnie, nie pozostawia żadnej wyczuwalnej warstwy, wchłania się szybko. Otrzymuję skórę nawilżoną, przyjemną w dotyku, lekko zmatowioną, a właściwie określiłabym efekt końcowy jako "zdrowy" :)
do tego delikatnie łagodzi zaczerwienienia i ma (nie za duży, ale zawsze to coś) SPF 10. 
Plus baaaardzo delikatny zapach.

A co ciekawsze, stosuję go rano przez cały rok!
Nie, nie jest za tłusty na lato, ani za mało treściwy na co dzień porą zimową. Może nie być wystarczający na długie zimowe, wietrzne spacery, ale ja wybieram wówczas coś dodatkowego, bardziej treściwego i ochronnego, np Emolium (genialny w swej prostocie), czy zwykłe maści ochronne na miejsca szczególnie przesuszone.

Ale wracając do Neutrogeny, jest to ten krem, który ZAWSZE mam w łazience, nie ważne jaką obecnie "nowość" testuję. Jak do tej pory nie znalazłam lepszego kremu i jest to zdecydowanie nr 1!


Ważny dodatkowy efekt, który uwielbiam, inni mogą nienawidzić, a producent niestety nawet o nim nie wspomina, to rozświetlenie.
 Krem posiada delikatne, migoczące drobinki, które w bardzo subtelny sposób rozświetlają naszą cerę. Ja dostrzegłam je ze zupełnie przypadkiem po wielu miesiącach, na palcach którymi rozprowadzałam krem :) Na twarzy, w lusterku, znaleźć je jest o wiele trudniej :)


Swoją drogą, pod polską wersją opakowania-kartonika kryje się oryginalna (angielska?), i z tego co pamiętam, nie ma tam słowa o przeznaczeniu kremu na okres zimowy (ale mogę się mylić).
Czyżby chwyt marketingowy dla polskiej publiczności?

Cena ok. 27 zł za 50 ml
(dostępny np. w Naturze; ja przez cały rok, nie tylko zimą - ale wtedy często jest w promocji,
kupuję go w Leclercu).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...