niedziela, 22 grudnia 2013

CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA?!


W tym roku jestem w nastroju anty-świątecznym. Nie gotuję, nie sprzątam, ba, nie kupuję prezentów! Denerwuje mnie całe zamieszanie związane z tymi 3 dniami, wszystkie posty, informacje, wiadomości... Chociaż muszę przyznać, że świąteczne piosenki, jak na złość, wryły się w mój łeb i za chiny pana nie chcą go opuścić!
Tak czy siak, zupełnie nie jestem w świątecznym nastroju i nie lada wysiłek musiałam włożyć w przyniesienie z piwnicy mych jedynych 2 ozdób świątecznych, na które patrze z niepokojącą mnie pogardą...
Może to dlatego, że spędzę je w rozjazdach i w sposób jaki nie lubię i sama myśl o zbliżających się dniach wzbudza we mnie rozdrażnienie... I w ogóle mam jakieś takie poczucie, że święta kiedyś a dziś, to dwie zupełnie inne historie...

Dlatego też lenię się w mym nieświątecznym domu, kończę przeglądać już niemal archiwalny numer Smaku (tak, doszedł do mnie dopiero teraz :(, zaraz sięgam po Fantastyczne samobójstwo zbiorowe Paasilinna - tematyka iście nastrojowa i przygotowuję się mentalnie do jutrzejszego wyjazdu "tour de pologne"...


Tak czy siak, życzę Wam wszystkim dobrych Świąt, abyście spędzili je w sposób na jaki macie ochotę i oczywiście dobrego Nowego Roku, aby nie był gorszy niż ten już odchodzący.

P.s. Do wszystkich w podobnym nastroju: nie smućcie się za bardzo, za rok znów święta!
Do wszystkich świątecznych entuzjastów: nie radujcie się, za 5 dni będzie już po wszystkim!


poniedziałek, 16 grudnia 2013

New in!


Witajcie! Dziś szybki podgląd na kilka nowości, które nabyłam w ostatnich dniach. Na mojej liście kosmetycznej koniecznej do zrealizowania "jak najszybciej" jest jeszcze kilka rzeczy, ale na razie ich nie znalazła i pewnie na ponowne łupy wybiorę się dopiero w styczniu...
Ale do rzeczy!
Zacznę nietypowo, bo od prawej strony :)
- Emolium - krem ochronny na wiatr i mróz - czyli mam nadzieje moja tajna broń na nadchodzącą zimę, ale użyłam dziś rano i średnio mi się spodobał (mam 2 inne produkty tej firmy i utwierdzam się w przekonaniu, że nie jest ona dla mnie...)
- Ziaja x 4, czyli: Naturalny oliwkowy szampon do włosów - wiecie, że chyba nigdy wcześniej nie miałam szamponów z Ziaji?!, Serum energizująco-dotleniające, seria pro - coś co ma ukoić moje rozszerzone naczynka oraz Maseczka nawilżająca - uwielbiam wersję oczyszczającą i jestem bardzo ciekawa tej! Plus próbka kremu z bio olejkiem arganowym.
energizująco-dotleniające
energizująco-dotleniające


A! Chciałam jeszcze wspomnieć, że te sklepy firmowe Ziaji bardzo mi się spodobały i chyba będę częściej tam zaglądać :) Co o nich myślicie?

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Swetrowo


Nie wiem gdzie giną mi wszystkie swetry, ale co roku gdy zbliża się zima i wyciągam zachomikowane na okres letni ciepłe swetry, mam ich jakoś wyjątkowo mało.. (tak, jest to oficjalna wymówka do kupowania nowych rzeczy :D)
No więc, żeby nadrobić tegoroczne braki i niewyjaśnione zniknięcia wybrałam się do 2 sklepów, obok których  kilka razy przechodziłam i jakoś nigdy nie zaglądałam do środka, mimo, że wzbudzały we mnie ciekawość.

Pierwszy z nich to wrocławskie Safio. Musze przyznać, że kilka swetrów naprawdę wpadło mi w oko, jednak po przymiarce tylko ten jeden okazał się egzemplarzem wartym przygarnięcia. Kolor biało brązowy (właściwie takiej kawy z mlekiem), przeplatany bardzo delikatnie złotą nitką, którą na pierwszy rzut oka nie widać. Ładny, schludny, ale dzięki szerokiemu krojowi z dopasowanymi ściągaczami ma charakter oversize. W dodatku jest bardzo miły i przyjemny, ale ze względu na dość luźny splot raczej średnio ciepły.
Firma niestety no name, made in Italy, skład 100% akryl (za którym nie przepadam ale cóż), cena ok 75 zł.


Druga sztuka pochodzi ze sklepu, którego nazwy nie pamiętam. Jest to outlet - lumpeks, chociaż nie wiem czy wszystkie rzeczy są używane, ale większość chyba tak. Mieści się na ul. Świdnickiej, mniej więcej na przeciwko hotelu Monopol. I muszę przyznać, że sklep ten jest bardzo ciekawy - bardzo duży asortyment, 2 poziomy, miłe pracownice. Wzięłam kilka sztuk do przymiarki i ten spodobał mi się najbardziej. Szary, gruby, mięsisty, trochę dłuższy więc i w dupkę będzie grzał :) Krój prosty, ale za duży o tzw jeden rozmiar, dzięki czemu równiez ma oversizowy charakter.
Firma BIK BOK, skład: 70 % akryl, 15 % wełna, 15 % alpaka, cena 30 zł!


Jestem happy, chociaż muszę przyznać, że wydanie ponad 70 zł na sweter nie leży w mej naturze, ale na szczęście nie często się to zdarza. Jestem tym bardziej happy, że oba swetry nie są z wszędobylskich sieciówek! A ten sklep outletowo-lumpeksowy na pewno jeszcze odwiedzę!

piątek, 6 grudnia 2013

Jesiennie..

 
.. bo 2 dni temu było jeszcze pięknie jesiennie! Lekki mrozik, piękne słońce i błękitne niebo..
A dziś? Dziś nie jest ani jesiennie, ani tym bardziej zimowo, jest po prostu paskudnie! I tak jak na pogodę nie narzekam - ot, taki nasz los na tym świecie - raz zimno a raz ciepło, tak dziś wstałam lewą nogą i pogoda dobija mnie wyjątkowo!
Ale zgrałam zdjęcia z kilku ostatnich dni i się nimi napajam, wierząc, że juto będzie ładniej...
 

niedziela, 1 grudnia 2013

To coś!


Lubie dodatki, które robią cała stylizacje. No dobra, stylizacja to za dużo powiedziane (w moim przypadku jest to ostatnio sweter + dżinsy), ale chodzi mi o dodatki, które dodają TEGO CZEGOŚ.
I dziś chciałam wam pokazać mój najnowszy nabytek z tejże właśnie kategorii - bransoletkę Taagu.
Mam ja od jakiś 2 tygodni i aż głupio się przyznać, ale noszę ją prawie codziennie!


Składa się z kilku zamków, w delikatnych odcieniach różu, zakończone zgrabną skuwką. Prosta, ale jednocześnie intrygująca i inna. Dodam jeszcze, że nie jestem fanką różów, ale właśnie dlatego taki odcień wybrałam - aby przełamać moje stonowane stroje.


Ale żeby nie było kolorowo, ma ona niestety dwa minusy: pierwszy - trochę haczy delikatne tkaniny i druga - nie wiem czemu, nie umiem jej sobie sama zapiąć! Jest to niesamowicie frustrujące i ograniczające, zwłaszcza o poranku i przy dużym pośpiechu :/
Po za tym, uwielbiam ją!


Jak wam się podoba? Też lubicie "oryginalne" dodatki czy stawiacie na klasykę?

środa, 27 listopada 2013

Małe co nieco, czyli nowości w pielęgnacji

 
Dobry wieczór!
Dziś będzie szybkie rzucenie oka na małe kosmetyczne zakupy z ostatnich dni :)
 
1. Woda termalna, Uriage - lubię wody termalne, a moją ulubioną jest ta z Avene. Ale jako iż Uriage była akurat w promocji i nigdy jej nie używałam, sięgnęłam po nią. Swoją drogą muszę przyznać, że byłam miło zaskoczona gdy pani z Superpharm zwróciła mi uwagę, że te o pojemności 150 ml opłacają się bardziej niż te o pojemności 300 ml - bo ja odruchowo oczywiście sięgnęłam po większą żyjąc w przekonaniu, że będzie tańsza.
 
2. Triacneal, Avene - jedyna nienowość w dzisiejszym zestawieniu czyli krem bez którego nie wyobrażam sobie życia i nigdy z niego nie zrezygnuję!
 
3. Fa, żel pod prysznic w formule "Prysznic + balsam" - jestem go bardzo ciekawa i nie mogę się doczekać aż go użyję, zwłaszcza że pachnie moim ulubionym granatem!
 
4. Peeling do twarzy, Absolute Organic - długo nie używałam do twarzy peelingów mechanicznych, ale muszę przyznać, że czasem za nimi tęsknię. Mam nadzieję, że będzie to miły powrót do przeszłości :)


Muszę się jeszcze rozejrzeć za kremem bardzo dobrze nawilżającym do twarzy oraz czymś do jej mycia, więc czaka mnie jeszcze przechadzka po drogeriach...
Może coś polecacie?

czwartek, 21 listopada 2013

Before and after...


Dziś będzie zupełnie z innej beczki. Z beczki "wnętrzarskiej", a dokładniej z mojego domu...
Kiedyś miałam manie przemeblowywania. Raz na jakiś czas musiałam zmienić chociażby pierdoły znajdujące się na biurku. Uwielbiałam przekładać książki na regale, a jeśli udało mi się wymyślić jakiś nowy układ mebli w moim maleńkim pokoju byłam w siódmym niebie!
No tak, tak było kiedyś.
Dziś jest inaczej. Dziś jedyne co przekładam i zmieniam w pokoju to ciuchy w szafie - z letnich na zimowe i z zimowych na letnie. Ot, tyle pozostało z mej twórczej dziecięcej twórczości...

Ale do rzeczy. Mam kanapę. Kanapę, którą bardzo lubię. Kanapę, na którą patrzę od 2 (lub 3?) lat. I chyba pora ją zmienić. Ale nie, nie będę jej wyrzucać i zmieniać na nową. Zrobię jej tylko mały lifting i to jak najmniejszym kosztem. I o tym chciałam Wam dziś opowiedzieć.

Może dwa słowa o samej kanapie. Jest to typowa wersalka, czyli rozkładana kanapa, która w nocy służy nam jako łóżko. Zamówiliśmy ją u tapicera, więc wygląda dokładnie tak jak chcieliśmy (ponieważ nie znaleźliśmy w sklepach żadnej godnej naszej uwagi ;) Wykonana jest z jakiegoś zwykłego materiału, w kolorze szarym, ale to wszystko widzicie na poniższym zdjęciu. Świetną sprawą w robieniu kanap na zamówienie jest możliwość wyboru jak twarda ma być. Nasza jest dosyć twarda, rewelacyjnie się na niej śpi i wykonana jest ze sprężyn, dzięki czemu powinna nam posłużyć dobrych kilka lat.


I w prawdzie w głowie zrodził mi się już pomysł co chcę zrobić, to nie mogłoby zabraknąć kilku kanapowych inspiracji:

1.Źródło 2.Źródło 3.Źródło 4.Źródło 5.Źródło 6.Źródło


Chciałabym, aby "główną robotę" zrobiły poduszki i muszę przyznać, że z chęcią przygarnęłabym wszystkie przedstawione poniżej!
1.Źródło 2.Źródło 3.Źródło 4.Źródło 5.Źródło 6.Źródło 7.Źródło 8.Źródło

 Do mojej mini metamorfozy użyję właśnie poduszek oraz narzutę.
Poduszkę pierwszą (od lewej strony) zakupiłam w home&you, drugą w jakimś zwykłym meblowym sklepie, trzecią zaś w Almi Decor. Narzutę natomiast wygrzebałam w maminej szafie :)


Raz, dwa, trzy... I gotowe!


Niewielkim nakładem finansowym (poduszki wyniosły mnie jakieś 75 zł) oraz praktycznie zerowym nakładem pracy mam zupełnie inną kanapę. W prawdzie chciałabym, aby poduszek było znacznie więcej, to jest żeby pokryły całe oparcie, ale część siedząca kanapy jest zbyt płytka na takie ułożenie, tak mi się przynajmniej wydaje...


Jestem zadowolona z tej mini metamorfozy! Dzięki jasnej narzucie zrobiło się jaśniej w pokoju, a poduszki dodają przytulności i ciepła. A wy co sądzicie?

niedziela, 13 października 2013

Pachnąco


W zasadzie przez cały rok preferuję zapachy lekkie, świeże, bardziej owocowe niż kwiatowe.
Wręcz powiedziałabym, że cytrusowe, a w zasadzie trawiaste lub te z zieloną herbatą.
Ale gdy przychodzi październik i nastaje jesień lubię czasem poczuć na sobie coś cięższego, coś wyraźniejszego, coś innego, ale wciąż urzekającego.
Dlatego nadszedł idealny czas by pokazać Wam ulubiony zapach tej pory roku,
GUCCI Eau De Parfum II.



Jako iż nie jestem dobra w opisywaniu zapachów, posłużę się opisem ze strony Douglasa:
"Fascynująco kobiecy, pełen elegancji i stylu zapach Eau de Parfum 2 marki Gucci o kwiatowo-owocowych komponentach jest odzwierciedleniem delikatnego tchnienia woni Azji. Zmysłowo nostalgiczny zapach mandarynki, gorzkiej pomarańczy i czarnej porzeczki wzbogaca siłą wyjątkowej elegancji i subtelności akcent jaśminu i drewna cedrowego."

Znacie? Jeśli nie, powąchajcie!


sobota, 13 kwietnia 2013

O dwóch takich, co powinni skraść me serce...


Od jakiegoś czasu, sera stały się popularną formą dbania o skórę twarzy.
Jakoś wcześniej nie przypominam sobie takie szumu wokół tego typu produktów, nie znaczy to oczywiście, że ich nie było ;)
W ostatnich miesiącach zużyłam dwa takowe specyfiki, zapraszam więc do recenzji.


Pierwsze z nich to LIERAC Mesolift Serum, zdaje się odżywczo-rewitalizujące, ultra witaminowe i przywracające blask.

Opis zapożyczę z jeden z aptek (źródło):
  • Formuła dermatologiczna pozwalająca osiągnąć profesjonalny efekt: Blask + Napięcie skóry + Nawilżenie, dzięki połączeniu: Witamin + Minerałów + Kwasu hialuronowego.
Już po pierwszym zastosowaniu skóra nabiera blasku i jest doskonale nawilżona. Przy regularnym stosowaniu skóra staje się gładka, lepiej napięta i odżywiona.
  • Główne składniki
KOMPLEKS WITAMIN 5%:
C, A i E wspomagają syntezę kolagenu, wyrównują koloryt oraz wygładzają i rozświetlają cerę. Działają również przeciwrodnikowo.
B5 i B6 stymulują regenerację tkanek, działają łagodząco oraz wspomagają procesy gojenia.
KOMPLEKS MINERAŁÓW 5%: magnez, mangan, cynk, żelazo, wapń zapewniają Twojej skórze ochronę przed działaniem wolnych rodników. Jednocześnie stymulują produkcję kolagenu i elastyny oraz działają przeciwzapalnie. Dodatek magnezu zapewnia silne działanie regeneracyjne.
KWAS HIALURONOWY 5%: chroni Twoją skórę przed odwodnieniem, zapewnia jej elastyczność i długotrwałe nawilżenie.
Sposób użycia: preparat nakładamy rano na czystą twarz i szyję. Może być stosowany jako samodzielny preparat lub jako baza pod krem. Zaleca się stosowanie preparatu codziennie przez okres 7 dni, a następnie stosowanie preparatu 1-2 razy w tygodniu.
W przypadku intensywnej kuracji poleca się stosowanie preparatu codziennie przez 30 dni, a następnie po ok. 14 dniowej przerwie stosowanie 1-2 razy w tygodniu.

*I tu pojawi sie pierwsze ale co to tego opisu, ponieważ producent (wieści z butelki) mówi o używaniu produktu na dzień i/lub na noc - taki mały szczegół.


Największy minus produktu to jego wydajność.
Zakupiłam go w październiku i już po jakiś 4 tygodniach zaczęłam się martwić, że lada dzień mi się skończy. Fakt, może używałam go nieco częściej niż zaleca producent, ale mimo wszystko, znikał błyskawicznie. Co tymbardziej mnie dziwi, ponieważ na posmarowanie twarzy, szyi i dekoltu jedna pompka zdecydowanie wystarczy.
Konsystencja jest idealna - lekko oleista, albo raczej jak mieszanka gęstego oleju i kremu, jednocześnie żelowa - bardzo przyjemna i fajnie się rozprowadzająca.
Delikatnie pachnie, ale raczej sztucznie niż przyjemnie.
Ja używałam to serum wyłącznie na noc, zazwyczaj z kremem na wierzch, ale kilka razy również bez kremu.
Pierwsze co się pojawia zaraz po aplikacji to pieczenie (ponoć normalne w przypadku stosowania kosmetyków z witaminami). Ustępuje w prawdzie po kilku dłuższych sekundach, ale mimo wszystko nie jest przyjemne i towarzyszyło przez cały czas stosowania.
Rezultat - bez kremu kiepski. Gdy nanosiłam na noc samo serum, moja skóra o poranku była bardziej szara niż zazwyczaj. Dziwna, nieprzyjemna w dotyku, taka matowa i niemalże szorstka..
Z kremem było ok, ale czy stosowałam krem + serum, czy sam krem, efekt był taki sam, więc serum okazało się raczej zbędne...
Pewnie powinnam stosować produkt przez dłuższy czas - kilka opakowań i najlepiej aplikować go tylko na połowę twarzy - dla lepszego podglądu czy faktycznie coś z moją cerą robi ;)
Po jednym opakowaniu nie zrobił na mnie żadnego wrażenia i nie kupiłabym go ponownie.


Teraz raczej wszystkim (mniej lub bardziej) znane Flavo-C.
Opis ze strony producenta (źródło)

Flavo-C serum to preparat regenerujący o silnym działaniu przeciwzmarszczkowym
i rozświetlającym skórę.
-dla osób ok. 25-go roku życia, aby opóźnić pojawienie się pierwszych zmarszczek,
-w przypadku już istniejących zmarszczek, oraz innych oznak starzenia się skóry takich jak utrata elastyczności, plamy barwnikowe,
-dla palaczy, osób przebywających często w klimatyzowanych pomieszczeniach,
w warunkach miejskich, aby wzmocnić procesy naprawcze skóry,
-w przypadku skóry zniszczonej słońcem.
8% witamina C (forma lewoskrętna) i 30% wyciąg z Gingko biloba.
Spektakularne rozświetlenie skóry, dodanie skórze blasku, wygładzenie i spłycenie zmarszczek, prewencja przeciwzmarszczkowa dzięki ograniczeniu działania wolnych rodników, wzmocnienie naczyń krwionośnych. 


Wydaje mi się, że produkt ten delikatnie rozjaśnił moją cerę - czerwonawe przebarwienia zrobiły się jaśniejsze. I to największy plus tego produktu.
Moja cera chyba nie do końca produkt wchłaniała, mimo że starałam się nie nanosić go za dużo, ale na szczęście czułam wyraźne nawilżenie. Obyło się bez dodatkowego kremu.
Zapach jest delikatny, trochę dziwny, zdecydowanie coś mi przypomina, rzecz jasna nie mam pojęcia co, ale można się do niego przyzwyczaić.
Niestety produkt ten delikatnie przebarwił mi moją poduszkę - poszewkę, której nie mogę doprać, dlatego nie polecam nakładać go przed bezpośrednim położeniem się do łóżka.


Jedną ze znacznych różnic między tymi serami dostrzeganych na pierwszy rzut oka to konsystencja, a co za tym idzie wydobywanie produktu z opakowania. Do tego służy nam pipetka, więc w obu przypadkach nie ma problemu ze skutecznym wydostaniem serum z buteleczek.
Problem jednak się pojawia. Pod koniec użytkowania, gdy pipeta nie dotyka resztek znajdujących się na dnie, znacznie łatwiej jest wydobyć Flavo-c - wystarczy przechylić opakowanie, aby zawartość natychmiast wypłynęła. W przypadku Lierac sprawa jest nieco bardziej trudna, bo konsystencja jest nieco gęstsza - nie możliwa do natychmiastowego wypłynięcia.
Dlatego moja buteleczka przez kilka dni stała "do góry nogami", serum spływało do szyjki buteleczki i wówczas palcem lub pipetką wydostawałam resztkę.
Problem jest też w samej pipetce, bo w tej od serum z Lierac trochę produktu zostało w środku i nie jestem w stanie go już wydostać - taki szczegół ;)

Na półce cenowej oba produkty plasują się podobnie.
Jednak jednorazowo wydać 70 zł (15 ml) - Flavo, a 140 zł (30 ml) - Lierac, to jest różnica ;)
Lierac oprócz większej pojemności może być też dłużej otwarty - 6 miesięcy, przy 3 miesiącach Flavo-c.


Reasumując:
wierze głęboko, że sera (tudzież kremy) o zwiększonej dawce witamin, kwasów i innych dobrodziejstw współczesnej kosmetologii wpływają pozytywnie na moją cerę.
Jeśli bym musiała wybrać ponownie jeden z nich, byłoby to Flavo-c, bo Lierac mnie zawiódł (ale i tak tego pierwszego nie kupię - nie skradł mi serca totalnie, więc będę miłości szukać dalej).

niedziela, 31 marca 2013

Pestka


Mam sporo do napisania, pożalenia się, pomarudzenia i ponarzekania.
Ale odłożę ten zacny monolog na kiedy indziej, wszak dziś powinno być świątecznie.
Och, sory, u mnie w tym roku jest antyświątecznie.
Dlatego też będzie szybko, lekko i przyjemnie.
Dziś będzie o kolejnym miłym miejscu na wrocławskim Nadodrzu.

Dziś o Cafe Pestka.

Gdy byłam tam w styczniu (tak, zdjęcia zrobiłam daaawno temu i wrzucam dopiero teraz...) pożałowałam, że już we Wrocławiu nie mieszkam. I znów zaczęłam pic kawę.
Nie wiem jak jest teraz, bo do menu miały wejść jakieś przekąski, typu sałatki i kanapki, ale na chwile ówczesną były pyszna ciacha, aromatyczna herbata i niezwykła kawa (plus napoje i jakieś tam pierdoły, ale ja się skupiłam na 3 pierwszych wymienionych).
Wystrój z gatunku minimalizm, szare fotele, białe ściany, kolorowe dodatki. Świetny duży stół (opcja dla większych zorganizowanych grup, nawet jako miejsce do pracy) przykuł moją uwagę szczególnie, a duże okna sprawiają, że mogłabym tam siedzieć godzinami... Jasno, przestronnie, przytulnie jednocześnie.
W zasadzie to tyle, niech zdjęcia pokażą o czym mówię:

 


Cafe Pestka, Wrocław, ul. św. Wincentego 45.

sobota, 2 marca 2013

Ostatnio


 


1. Zajadałam się pysznymi pralinami przywiezionymi prosto ze szwedzkiego miasta Åre - tu jagodowa, moja ulubiona!
2. Mój ziołowy las nie chce rosnąć. Nie podoba mi się to.
3. Odkopałam starą podkładkę (taką sylikonową, pod talerze, gorące kubki itd.) z home&you.
W prawdzie podane czasy gotowania są dużo przybliżone i czasami dziwne, ale i tak ją kocham!
4. Mam dylemat: paski czy kratka?
5. Zakupiłam pierwszy produkt marki Formula10.0.6.
6. Zrobiłam najlepszy sos ziołowy na świecie! Rzecz jasna do obiadu, ale resztkę bez mrugnięcia okiem wyjadłam łyżeczką bez żadnych zbędnych dodatków!
7. Zjadłam domowe masło, pseudo orzechowe, z tego właśnie przepisu.
Nawet jeszcze lepsze, niż najlepszy sos ziołowy na świecie! ;)
8. Ciągle pada i wieje. Pada okrutnie - śnieg z deszczem, wieje przerażająco - aż mi się dom
trzęsie - i mówię zupełnie poważnie!


poniedziałek, 11 lutego 2013

Mniejsza z wiosną! Czuję lato!


Jest to jedne z tych utworów, które kojarzą się z danym dniem, okresem, wydarzeniem...
Czyli ja, Opener i trójmiejska plaża...
(chociaż nie mam pojęcia, czemu jest to akurat ta piosenka, ale uwielbiam ja nad życie!)




I to nie prawda, że poniedziałek da się lubić tylko gdy jest wolny :P
(jak to przed chwilą zobaczyłam u Pauli :)
Wystarczy odpowiednia muzyka!

niedziela, 10 lutego 2013

Bo wczoraj był piekny dzień.


No właśnie. W foto skrócie.
Było piękne słońce, morze, góry i las.
Nie obyło się bez orłów, pięknego zachodu słońca i pysznej kolacji.
Plus odmarznięte kończyny, ale kto by się tym przejmował.


A dziś?
A dziś: wskrzeszenie starego uzależnienia, zrobiona wczorajsza chałka i dżem z najlepszych truskawek świata!


Miłej reszty weekendu Wam życzę!
Cmok!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...