piątek, 25 stycznia 2013

O połączeniu iście baśniowym


No bo kto na zestawienie słów: Green Tea i Honey Drops, chociaż na chwilę nie przeniósł by się w baśniową krainę? Kosmetyczną, rzecz jasna, baśniowa krainę. Dla mnie sam zlepek tych wyrazów to coś magicznego, a połączenie zielonej herbaty i miodu - ideał.


A mowa dziś będzie o produkcie Elizabeth Arden, Green Tea Honey Drops Body Cream.
Przezroczyste opakowania nie są najlepszymi do fotografowania,
dlatego poniżej po prawej 'profesjonalne' zdjęcie pożyczone z internetu (tak dla lepszego podglądu ;)

                                                                                                                        Źródło

Opis ze strony producenta:
Soften, soothe and condition your skin with our super moisturizing all-over body cream infused with a blend of real honey and fragrant green tea extract to help calm and condition dry skin.
Fragrance Mood: Energizing. Refreshing. Uplifting. From a lush, green world of freshness comes Elizabeth Arden Green Tea, the fragrance that energizes the body, excites the senses and invigorates the spirit. Our super moisturizing all-over body cream infused with a blend of real honey and fragrant green tea extract helps to calm and condition dry skin.
Top: Meyer Lemon, Sicilian Mandarin, Spearmint, Wild Chamomile. Middle: Green Tea, Oolong Tea, Organic Lavender Bulgarian Orpur, French Lavender Absolute Orpur, Chinese Magnolia. Drydown: Soft Skin Musks, Birchwood, Ambrette Seed.


Zacznę od konsystencji, która jest dla mnie nowością.
Nawet nie tyle konsystencja, co zanurzone w produkcie 'krople' miodu (?).
Moja pierwsza myśl: Idealnie równiutkie te kawałki miodu..
Ale trzeba przyznać, że na sklepowej półce to właśnie dzięki nim produkt przyciągnąłby moją uwagę.
W prawdzie obecność 'czegoś' w balsamie (tudzież, albo przede wszystkim, w żelach pod prysznic) sugeruje właściwości peelingujące, niemniej jednak szybko sięgnęłabym po ten balsam - masło, chociażby w celu zapoznania się z opisem.

Na zdjęciu poniżej resztka, która została odsunięta na kilka miesięcy w kąt na rzecz innego balsamu.
Na kolejnym zdjęciu poniżej konsystencja "nienadająca" się już do użytku - balsam stwardniał, zrobił się sztywny i właściwie niemożliwy do rozsmarowania. Więc zasadniczo zdjęcie nie oddaje prawdziwego charakteru konsystencji (która jest lekka, dosyć tłusta ale fajnie się wchłania i dobrze rozprowadza), no ale wrzucam.
A co z "kroplami"?
A no nic, zazwyczaj fajnie się topią - zwłaszcza po kąpieli, gdy nasza skóra jest rozgrzana i chłonie wszelakie mazidła jak gąbka, ale bywały dni (zwłaszcza zimową porą na niepokapielowej skórze), gdzie zostawały na mym przesuszonym grzbiecie.


Moje opakowanie (zwykłe, proste, odkręcane, wielkie plastikowe pudełko, bez szału) ma (miało) 500 ml i starczyło mi na wiele miesięcy - wydajność dzięki lekko tłustawej formule pierwsza klasa! Polubiliśmy się, i to bardzo, zwłaszcza w zeszłoroczną zimę - na upały jest za tłusty. W moim przypadku zadziwiający był efekt zmniejszenia zaczerwienienia skóry (spowodowanego przeróżnymi czynnikami) i po raz pierwszy w życiu - nie podrażnianie jej po goleniu!
Zapach lekki i przyjemy, z cyklu delikatnego odświeżenia, które uwielbiam.

Składniki - poniżej fotos, ale również skład, zapożyczony z internetu


Water (Aqua), Cetearyl Alcohol, Mineral Oil (Paraffinum Liquidum), Fragrance (Parfum), Liquidium, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Glyceryl Stearate, Cetyl Acetate, C12-15 Alkyl Benzoate, Dimethicone, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Algea Extract, Aloe Barbadensis Leaf, Anthemis Nobilis Flower Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Camellia Oleifera (Green Tea) Leaf Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Triticum Vulgare Wheat Germ Oil, Tocopherol, Tocopheryl Acetate, Acetylated Lanolin Alcohol, Wheat Germ Glycerides, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Extract, Honey (Mel), Lactose, Propylene Cyclopentasilaxone, Dimethicone, Dimethicone Copolymer, Citral, Citronellol, Geranoil, HydroxyCitronellal, Hydroxyisohexyl 3 (Cyclohexene Carboxaldehyde), Carboxaldehyde, Isoeugenol, Limonene, Linalool, Methylparaben, Phenoxyethanol, Propylparaben, Sodium Dehydroacetate, Chloroxylenol, Iron Oxides (CI 77491)

Tak jak dzięki stronie wizualnej produktu szybko wskoczyłby w mą dłoń, tak dzięki cenie szybko by z tej dłoni wyskoczył.
Na stronie producenta 250 ml to koszt ok $20.
Więc jak będę już obrzydliwie bogata, na pewno po niego sama, dobrowolnie sięgnę.
(P.s. na stronie producenta wyczaiłam ten sam produkt, ale z dodatkiem wiśni, to musi być dopiero fantazja! 'Ciociu z chameryki, uśmiecham się szeroko do ciebie!)

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...