czwartek, 10 stycznia 2013

Znów ta daleka północ...


Czyli znów jestem w Norge. Po 3 wspaniałych, intensywnych, choć momentami również smutnych i meczących tygodniach, przyszła pora wracać do szarej rzeczywistości.


Podroż, jak to zawsze, była długa, w zasadzie ostatnia jej cześć, teoretycznie najkrótsza, zabrała najwięcej czasu. Do tego zrobiłam sobie dodatkowe kilka godzin postoju w Trondheim na załatwienie papierkowych spraw (rzecz jasna nic nie załatwiłam :/), a skończyłam, jak zazwyczaj, na małych zakupach. Takich typowych dla zabicia czasu :)

Na początek coś, na co patrzeć przestać nie mogę - nowy kubek, bo czasami mam nawrót kubkowej zbierackiej choroby :) w kolorze, którego nie potrafię określić (nieco bardziej zielony niż na fot :)
A skoro jest nowy kubek, to coś dobrego trzeba z niego wypić czyli nowa owocowa herbata - mieszanka hibiskusa, jabłka, owoców róży, papai, chabru i aromatów pachnie nieziemsko! Smakuje całkiem nieźle.
Pozostając w tematyce kuchennej, zaopatrzyłam się w silikonowe foremki na babeczki, oczywiście kolejna niezbędna rzecz, w pięknym zielonym kolorze :)


Teraz coś z branży odzieżowej :) I mimo, że trwa 'Sezonowa wyprzedaż' (niespecjalnie na mnie działająca - w Polsce na 'zakupach' kupiłam sobie aż jedną podkoszulkę o_O) i staram się nie zawieszać oka na nowych kolekcjach, a na przecenionych szmatach, tak miluchne angorowe (niestety nietanie) skarpetki - dwa dwupaki musiały trafić do mej szuflady. Jedną mam dziś na stopencji, i jak na razie (nie jest specjalnie zimno na zewnątrz) dają radę:


No i coś do łazienki przygarnęłam: pseudo wiklinowy - sznurkowy(?) koszyczek na kilka pierdół przy umywalce oraz kilka kosmetyków widocznych na ostatnim zdjęciu.


Antyperspirant Vichy, Stress Resist chyba nie jest dostępny (jeszcze) w PL (mogę się mylić), ale gdy zerwałam tylną norweską naklejkę aby poczytać co na nim piszą w bardziej cywilizowanym języku, o ironio, okazało się, że jest po polskiemu :)
Do tego tonik z l'Oreala, Triple Active Balance, chyba go kiedyś miałam i chyba go lubiłam. Zobaczymy.
'Poranne' masło do ciała z The Body Shop oraz krem do dłoni i paznokci - i tu jest trochę dziwnie, bo za firmą TBS średnio przepadam. No ale tak, kiedy dzieci się nudzą, robią różne dziwne rzeczy, więc i ja zrobiłam i kupiłam.

To tyle drobiazgów z wizyty w 'mieście'. Oczywiście w Polsce też kilka takowych nabyłam. Może będzie notka. Chociaż sporo rzeczy musiałam zostawić i przyjadą do mnie dopiero w marcu, więc może poczekam do tego czasu. Łi łil si :)
Teraz muszę jeszcze tylko rozpakować torbę i zacznę odliczanie do kolejnego, wielkanocnego wyjazdu do Polszy!

1 komentarz:

  1. swietne zakupy, ladna lazienka z tego co widze!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...