sobota, 13 kwietnia 2013

O dwóch takich, co powinni skraść me serce...


Od jakiegoś czasu, sera stały się popularną formą dbania o skórę twarzy.
Jakoś wcześniej nie przypominam sobie takie szumu wokół tego typu produktów, nie znaczy to oczywiście, że ich nie było ;)
W ostatnich miesiącach zużyłam dwa takowe specyfiki, zapraszam więc do recenzji.


Pierwsze z nich to LIERAC Mesolift Serum, zdaje się odżywczo-rewitalizujące, ultra witaminowe i przywracające blask.

Opis zapożyczę z jeden z aptek (źródło):
  • Formuła dermatologiczna pozwalająca osiągnąć profesjonalny efekt: Blask + Napięcie skóry + Nawilżenie, dzięki połączeniu: Witamin + Minerałów + Kwasu hialuronowego.
Już po pierwszym zastosowaniu skóra nabiera blasku i jest doskonale nawilżona. Przy regularnym stosowaniu skóra staje się gładka, lepiej napięta i odżywiona.
  • Główne składniki
KOMPLEKS WITAMIN 5%:
C, A i E wspomagają syntezę kolagenu, wyrównują koloryt oraz wygładzają i rozświetlają cerę. Działają również przeciwrodnikowo.
B5 i B6 stymulują regenerację tkanek, działają łagodząco oraz wspomagają procesy gojenia.
KOMPLEKS MINERAŁÓW 5%: magnez, mangan, cynk, żelazo, wapń zapewniają Twojej skórze ochronę przed działaniem wolnych rodników. Jednocześnie stymulują produkcję kolagenu i elastyny oraz działają przeciwzapalnie. Dodatek magnezu zapewnia silne działanie regeneracyjne.
KWAS HIALURONOWY 5%: chroni Twoją skórę przed odwodnieniem, zapewnia jej elastyczność i długotrwałe nawilżenie.
Sposób użycia: preparat nakładamy rano na czystą twarz i szyję. Może być stosowany jako samodzielny preparat lub jako baza pod krem. Zaleca się stosowanie preparatu codziennie przez okres 7 dni, a następnie stosowanie preparatu 1-2 razy w tygodniu.
W przypadku intensywnej kuracji poleca się stosowanie preparatu codziennie przez 30 dni, a następnie po ok. 14 dniowej przerwie stosowanie 1-2 razy w tygodniu.

*I tu pojawi sie pierwsze ale co to tego opisu, ponieważ producent (wieści z butelki) mówi o używaniu produktu na dzień i/lub na noc - taki mały szczegół.


Największy minus produktu to jego wydajność.
Zakupiłam go w październiku i już po jakiś 4 tygodniach zaczęłam się martwić, że lada dzień mi się skończy. Fakt, może używałam go nieco częściej niż zaleca producent, ale mimo wszystko, znikał błyskawicznie. Co tymbardziej mnie dziwi, ponieważ na posmarowanie twarzy, szyi i dekoltu jedna pompka zdecydowanie wystarczy.
Konsystencja jest idealna - lekko oleista, albo raczej jak mieszanka gęstego oleju i kremu, jednocześnie żelowa - bardzo przyjemna i fajnie się rozprowadzająca.
Delikatnie pachnie, ale raczej sztucznie niż przyjemnie.
Ja używałam to serum wyłącznie na noc, zazwyczaj z kremem na wierzch, ale kilka razy również bez kremu.
Pierwsze co się pojawia zaraz po aplikacji to pieczenie (ponoć normalne w przypadku stosowania kosmetyków z witaminami). Ustępuje w prawdzie po kilku dłuższych sekundach, ale mimo wszystko nie jest przyjemne i towarzyszyło przez cały czas stosowania.
Rezultat - bez kremu kiepski. Gdy nanosiłam na noc samo serum, moja skóra o poranku była bardziej szara niż zazwyczaj. Dziwna, nieprzyjemna w dotyku, taka matowa i niemalże szorstka..
Z kremem było ok, ale czy stosowałam krem + serum, czy sam krem, efekt był taki sam, więc serum okazało się raczej zbędne...
Pewnie powinnam stosować produkt przez dłuższy czas - kilka opakowań i najlepiej aplikować go tylko na połowę twarzy - dla lepszego podglądu czy faktycznie coś z moją cerą robi ;)
Po jednym opakowaniu nie zrobił na mnie żadnego wrażenia i nie kupiłabym go ponownie.


Teraz raczej wszystkim (mniej lub bardziej) znane Flavo-C.
Opis ze strony producenta (źródło)

Flavo-C serum to preparat regenerujący o silnym działaniu przeciwzmarszczkowym
i rozświetlającym skórę.
-dla osób ok. 25-go roku życia, aby opóźnić pojawienie się pierwszych zmarszczek,
-w przypadku już istniejących zmarszczek, oraz innych oznak starzenia się skóry takich jak utrata elastyczności, plamy barwnikowe,
-dla palaczy, osób przebywających często w klimatyzowanych pomieszczeniach,
w warunkach miejskich, aby wzmocnić procesy naprawcze skóry,
-w przypadku skóry zniszczonej słońcem.
8% witamina C (forma lewoskrętna) i 30% wyciąg z Gingko biloba.
Spektakularne rozświetlenie skóry, dodanie skórze blasku, wygładzenie i spłycenie zmarszczek, prewencja przeciwzmarszczkowa dzięki ograniczeniu działania wolnych rodników, wzmocnienie naczyń krwionośnych. 


Wydaje mi się, że produkt ten delikatnie rozjaśnił moją cerę - czerwonawe przebarwienia zrobiły się jaśniejsze. I to największy plus tego produktu.
Moja cera chyba nie do końca produkt wchłaniała, mimo że starałam się nie nanosić go za dużo, ale na szczęście czułam wyraźne nawilżenie. Obyło się bez dodatkowego kremu.
Zapach jest delikatny, trochę dziwny, zdecydowanie coś mi przypomina, rzecz jasna nie mam pojęcia co, ale można się do niego przyzwyczaić.
Niestety produkt ten delikatnie przebarwił mi moją poduszkę - poszewkę, której nie mogę doprać, dlatego nie polecam nakładać go przed bezpośrednim położeniem się do łóżka.


Jedną ze znacznych różnic między tymi serami dostrzeganych na pierwszy rzut oka to konsystencja, a co za tym idzie wydobywanie produktu z opakowania. Do tego służy nam pipetka, więc w obu przypadkach nie ma problemu ze skutecznym wydostaniem serum z buteleczek.
Problem jednak się pojawia. Pod koniec użytkowania, gdy pipeta nie dotyka resztek znajdujących się na dnie, znacznie łatwiej jest wydobyć Flavo-c - wystarczy przechylić opakowanie, aby zawartość natychmiast wypłynęła. W przypadku Lierac sprawa jest nieco bardziej trudna, bo konsystencja jest nieco gęstsza - nie możliwa do natychmiastowego wypłynięcia.
Dlatego moja buteleczka przez kilka dni stała "do góry nogami", serum spływało do szyjki buteleczki i wówczas palcem lub pipetką wydostawałam resztkę.
Problem jest też w samej pipetce, bo w tej od serum z Lierac trochę produktu zostało w środku i nie jestem w stanie go już wydostać - taki szczegół ;)

Na półce cenowej oba produkty plasują się podobnie.
Jednak jednorazowo wydać 70 zł (15 ml) - Flavo, a 140 zł (30 ml) - Lierac, to jest różnica ;)
Lierac oprócz większej pojemności może być też dłużej otwarty - 6 miesięcy, przy 3 miesiącach Flavo-c.


Reasumując:
wierze głęboko, że sera (tudzież kremy) o zwiększonej dawce witamin, kwasów i innych dobrodziejstw współczesnej kosmetologii wpływają pozytywnie na moją cerę.
Jeśli bym musiała wybrać ponownie jeden z nich, byłoby to Flavo-c, bo Lierac mnie zawiódł (ale i tak tego pierwszego nie kupię - nie skradł mi serca totalnie, więc będę miłości szukać dalej).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...